piątek, 22 lutego 2019

Galatea


Cała historia zaczęła się od ognia.
I cała hisoria zakończyć miała się w ogniu.
A pomiędzy jednym i drugim był środek, płonący niczym najjaśniejsza zorza.
Już od pierwszej chwili, gdy przez głowę przemknęła mi nieśmiała myśl by opowiedzieć tę historię, zdawałam sobie sprawę, jak trudne to zadanie. Już dawno zatraciłam się w czasie, coś co miało robić za początek, stało się ledwie cieniem prologu. Przełomowe wydarzenie w moim życiu, stało się tak naprawdę zapowiedzią tego prawdziwego przełomu. I wtedy zatraciła się wszelka linia między prawdziwym rozpoczęciem mojej opowieści.
Wydaje mi się jednak, że najbardziej adekawatnie będzie zacząć właśnie od ognia. Ognia, który nieśmiało, lecz stawnowczo pochłaniał mój dom. Ognia, który rościł sobie prawa do wszystkich ścian budynku, do wszystkich przedmiotów znajdujących się w jego wnętrzu, do wszystkich ludzi niemogących odnaleźć drogi ucieczki. Ognia, który okazał się mordercą.

To dym ich zabił, płomienie były jedynie zwiastunem nadchodzącej tragedii.

Panie, panownie,
prawdopodobnie to jest ten moment, w którym mam zaszczyt, że tak pozwolę sobie skłamać, przedstawić wam irytujący głos w mojej głowie, który zapewne zostanie z nami do końca opowieści. Bez obaw, to nie schizofrenia, choć takie wytłumaczenie o wiele łatwiej byłoby przyjąć, niż fakt, że dzielę myśli z najbardziej egocentrycznym, wywyższającym się, irytującym...

Gala, może przestań mi schlebiać i przejdź do sedna.

...no cóż, że dzielę myśli z diabłem. I wybacz, że z szacunku nie użyję wielkich liter. Ty ze swojej strony nie potrafisz nawet w pełni spamiętań mojego imienia, ale właściwie czego ja oczekuję od bytu, który utożsamia się z ogniem, zaś całą jego niszczycielską naturę zwala na dym. W gwoli wyjaśnień, dymem jest twój orszak demonów, a żaden takowy orszak nie ma prawa istnieć bez swego przywódcy. Wobec tego kto tak naprawdę ponosi winę za śmierć moich bliskich?

Gawędziarz z ciebie żaden, Gala. Jeszcze nawet nie doszliśmy do tej części opowieści, a ty już zdradzasz słuchaczom co ciekawsze wątki.

Śmiem twierdzić, że szłoby mi to znacznie sprawniej, gdyby ktoś co chwilę nie wtrącał swojego zdania.
A więc tak, nikt nie przeżył. Słyszałam ich wrzaski, błagania o pomoc i to na swój sposób było w porządku. Wbrew pozorom to nie krzyki agonii raniły najbardziej, lecz cisza, która nastała zaraz po nich. Bo gdy zdałam sobie sprawę, że ostatni głos zamilkł, dopiero wówczas, z pełna mocą pojęłam co to oznacza. Zostałam sama. Już nigdy miałam ich nie usłyszeć, już nigdy miałam ich nie zobaczyć, już nigdy miałam ich nie dotknąć. A wszystko dlatego, że ledwie kilka godzin wcześniej wymknęłam się z domu, tak bardzo pewna co do słuszności tego czynu. W tamtej chwili mogłam już tylko żałować, że nie zostałam i że nie spłonęłam wraz z rodzicami i siostrą.

Pozwolę sobie za ciebie przeskoczyć kilka rozdziałów, tych w których użalasz się nad sobą, prosisz wszystkie znane ci siły o cofnięcie czasu, błagasz i przeklinasz Boga, po czym wreszcie wkraczasz na jedyną słuszną ścieżkę.

Moja historia, opowiem ją tak jak uznam za stosowne. Owszem, pogubiłam się w swojej żałobie. Byłam skłonna zapłacić każdą cenę za ponowną szansę. Każdej nocy zasypiałam z modlitwą na ustach, treść się nie zmieniała, jedynie odbiorca zawsze był inni. I jak na kogoś kto tak gorliwie czekał na cud, nie udało mi się zarejestrować momentu, w którym ów cud zaczął się ziszczać. Choć w tym wypadku adekwatniej nazwać to przekleństwem, jednak skąd wtedy miałam o tym wiedzieć? Byłam tylko ja i narastająca zemsta, którą tak długo przykrywałam żalem. Nie trudno się dziwić, że w ostatecznym rozrachunku uległam.

Ludzkie dusze, od wieków toczące bój między tym co słuszne, a tym co łatwe. Wpierw błagacie o łaskę, a gdy dociera do was jak wysoka jest za to cena, poddajecie się. Znacznie prościej od razu się zatracić, nie pamiętając, że na końcu każdego zatracenia czekam ja.

Przełóż swoje refleksje na później, oboje doskonale wiemy, że jedynie chełpisz się mocą z jaką przyciągasz do siebie słabych ludzi. Ich tragedie są twoim fundamentem. Mamisz ich, szukasz uczuć, które możesz spotengować swoją iskrą. Złość, zazrość, czy jak w moim przypadku nienaiwść. Z dziecięcą łatością sprawiasz, że te cechy stają się ich jestestwem.

Mów co chcesz, ale nigdy nie podchodź z ignorancją do mojej pracy. Tylko dlatego, że moje pobudki nie są szlachetne, nie oznacza to od razu, że moja rola staje się prostsza.

Nadeszły czasy, w których diabeł prosi mnie o zrozumienie. I powiedzcie mi proszę, że ten świat jeszcze nie oszalał.
Jednak podejmując przerwany wątek...
Nie od razu pojęłam, że zatraciłam człowieczeństwo. W pewnym sensie było to dość okrutnym żartem. Nienawidziłam kłamstw do tego stopnia, że w końcu nawet moja osoba stała się dla mnie oszustwem. Tak czy inaczej, w końcu musiałam zwrócić uwagę na szereg niespotykanych dotąd w moim życiu wydarzeń. Notorycznie budziłam się z pustką w głowie, ostatnie godziny stanowiły dla mnie ogromną zagadkę. Pościel lepiła się od krwi i błota. Krwi, która tylko z początku należała do mnie i błota, które podejrzanie pachniało cmentarzem, lub inaczej mówiąc, śmiercią. Prałam pościel, brałam gorące kąpiele i dość nieszczerze marzyłam by nigdy więcej tego nie przechodzić. Rzeczywiście, mało się starałam, to fakt. I nie chodzi o to, że nie byłam przerażona. Byłam i to jeszcze jak! Jednocześnie jednak moje życie nabrało innego wymiaru, przerażającego - tak, ale nikt nie mówił, że inność zawsze jest jasna i kojąca.
Może i samo lunatykowanie, jak z początku to nazywałam, było jasnym sygnałem, że coś się ze mną dzieje, ale choć ciężko dać temu wiarę, to był zaledwie początek. Z czasem w mojej głowie pojawił się głos. Teraz już można łatwo się domyślić do kogo należał, lecz wtedy prawda jeszcze do mnie nie dotarła. Co więcej, przez krótki moment byłam wdzięczna. Wraz z pojawieniem się głosu, zaczęłam coraz lepiej rozumieć zachodzące we mnie zmiany. Noce, których nigdy nie mogłam zapamiętać, powoli nabierały kształtu, a po pewnym czasie mogłam je niemal kompletnie odtwarzać, Czułam się silniejsza i taka też byłam. Nie nieludzko silna, wtedy jeszcze nie przekroczyłam granicy. Ten moment nastąpił znacznie później, kiedy już noce przestały mi wystarczać. Zapragnęłam więcej. Chciałam więcej. Musiałam mieć więcej.
A głos mnie ostrzegł.
To jedno trzeba mu przyznać, mówcą bywa świetnym. Teraz naturalnie wiem, że jego troska tak naprawdę nigdy troską nie była. Te momenty zawahania, te nieustające odmowy, to wszystko miało mnie jedynie pchnąć ku przemożnej chęci posiadania więcej.
I tak stałam się Furią.
Nie wiedziałam do końca co to oznacza, jaką mam odegrać rolę i jaką cenę przyjdzie mi za to zapłacić. Głos nigdy niczego nie tłumaczył, jedynie podsycał rządzę zemsty i pomagał opanować drzemiący we mnie potencjał. Wzbudzał moją iskrę.

Gala, to się już robi śmieszne. Jak długo jeszczę będę musiał słuchać o sobie w trzeciej osobie?

Tak długo, jak długo uznam za stosowne. Czy możesz przestać mi przerywać z tak błahych powodów? I proszę, przypomnij sobie w końcu jak brzmi moje imię, bo te dziecinne zdrobnienia przestają być zabawne.

Galatea, Gala-tea, Gala... tea.

Przymknęłam oczy. Bardziej niż czegokolwiek chciałam opowiedzieć tą historię. Historię dziewczyny, która pozwoliła by nienawiść i żądza zemsty odebrały jej człowieczeństwo. I która wcale tego nie żałowała. A przynajmniej do pewnego momentu, Jak w każdej prawdziwej historii w końcu pojawił się chłopak...

Oczywiście, zawsze musi być chłopak.

Zamknij się.
Tak wiele już mi zabrałeś. Nie pozwolę byś odebrał mi również to.
Owszem, pojawił się chłopak. Może nie był to rycerz w lśniącej zbroi, ale to nie bajka. Nie czekałam na księcia. Czekałam na sprawiedliwość. Czekałam na odwet. A dostałam jego. Jednak nim się pojawił, było coś jeszcze.

A gdzie się podział środek opowieści? Chcesz przejść od razu do zakończenia?

Tak.
Akurat ten początek zbędny.
Jest traumatyczny.
Jest zwiastunem najgorszego.
Jest nieważny i jest najważniejszy.
To on na dobrą sprawę o wszystkim zadecydował.
A jednak go sobie odpuścimy, bo przecież i tak wybrałam już swoją ścieżkę. Przecież jestem Furią, czego jeszcze chcesz?

A więc koniec. Początek końca. Zaczynaj.

Zacznę od chłopaka, który wbrew pozorom nie był ideałem. Jego oczy nie miały iście poetyckiej barwy, patrząc w nie ciężko było utonąć. Jego włosy nie iskrzyły się w słońcu, nie miały barwy słomy, karmelu, miedzi i hebanu. Jego uśmiech nie leczył raka. Jego ciało nie było ciałem atlety. Na miłość Boską! Przecież...

To twoja opowieść, pod warunkiem, że przestaniesz mnie obrażać.

...przecież w prawdziwym życiu nie spotyka się oszałamiających modeli, którzy ot tak zakochują się w równie olśniewającej księżniczce. Daleko mi do takiej. Moje oczy dawno straciły swoją barwę, moje włosy obcięłam tępymi nożyczkami tuż nad ramionami, mój uśmiech nie niesie za sobą słodyczy i spokoju.
Och, ale na czym to ja...?!

Był chłopak, który nie wyglądał jak model i była dziewczyna, której daleko do księżniczki.

Charaktery. Chciałam powiedzieć o charakterach. Chłopak nie przejawiał nadludzkiej odwagi, siły ducha, opanowania i uległości. Był uparty, zmienny, wybuchowy, a zarazem dziwnie spokojny. Zapewniam, żaden ideał. Może i znośny w samotności, ale gdy pojawiłam się ja, nawet piekło powinno się niepokoić.

Gala, nie przesadzajmy. Wasza miłostka aż tak mną nie wstrząsnęła...

Bo była tak samo uparta, drzemała we mnie ogromna nienawiść, każde słowo, które padało z moich ust miało na celu sprawiać ból. Ale on wcale tego bólu nie czuł. I to bardzo mnie dekoncentrowało.

Wiesz co mnie dekoncentruje?

Daj mi dokończyć. Nasz związek nie miał prawa bytu. Spokojnie, to nie podróbka Romea i Julii. Sęk w tym, że związek nie istniał naprawdę. Uparcie trwaliśmy u swego boku, ale zabrakło nam czasu i szczerze mówiąc, woli. Wola odgrywa tu ogromną rolę.
Nastał bowiem dzień, gdy chłopak zażądał zbyt wiele. 'Odpuść sobie zemstę' nalegał. 'Nienawiść niszczy cię od środka' przekonywał. I na żaden sposób nie chciał zrozumieć, że ja w swoim nowym żywocie nie mam nic prócz zemsty i nienawiści. Tylko te dwa czynniki czyniły ze mnie to kim byłam.

I miłość, która prawie pokrzyżowała nam plany.

Tak. Bedąc pełną zemsty i nienawiści, poczułam, że coś jeszcze może mnie karmić. W swej próżności chciałam więcej i więcej, tak jak wtedy, gdy toczyłam spór z diabłem. Zapomniałam tylko, że miłość nie może współgrać z trawiącymi mnie uczuciami. Będzie albo zbyt silna i odbierze mi furię, albo zbyt słaba i zgaśnie niczym najlichsza iskra.

Nie lekceważ iskry, Gala. Nawet iskra skłonna jest wywołać pożar.

To bez znaczenia. Chłopak odszedł, zabierając ze sobą miłość, która mogła być iskrą. I diabeł znów tryumfował. Bo choć jego ego było potężniejsze niż piekło, którym na dobrą sprawę władał, nawet on bał się, że straci Furię. A przecież trudno znaleźć drugą osobę, tak do cna przepełnioną żądzą zemsty i chęcią pielęgnowania nienawiści.

Twoja historia coraz bardziej zaczyna przypominać fikcję. Diabeł nigdy się nie lęka!

Ale wtedy owszem. Jednak nie na długo. Bo gdy chłopak odszedł, diabeł  ponownie odniósł zwycięstwo. I nie pozwolił o tym zapomnieć. Jego Furia powiększyła królestwo potępionych, zebrała na ziemi żniwa. Tylko pytanie, czy z furii swojej nad utraconym chłopakiem, czy z furii diabła nad możliwością utraty kontroli?

Kobiece serca, zawsze takie kruche...

To jednak nie koniec tej opowieści. Brakuje przecież momentu kulminacyjnego! Więc tak, chłopak odszedł, diabeł wygrał, a ja pozostaję Furią. To jest ten schemat, na którym powinniśmy poprzestać. Jednak zemsta kiedyś się dopełni, nienawiść zelżeje, a Furia zgaśnie. Nawet władca piekieł nie może temu zapobiec. A gdy w końcu to nastąpi, odnajdę swojego chłopaka, który nie był ani olśniewający wyglądem, ani urzekający charakterem.

Nie możesz...

Wybacz, panie. To przez te kruche kobiece serca. I przez iskrę, która może spalić las jeśli tylko da się jej zapłonąć. Czyż nie tak mi to tłumaczyłeś? Jak zwykle będę ci posłuszna i skorzystam z tych cennych słów.

Gala...

Na imię mam Galatea, a piękno chłopaka twkiło w tym, że nigdy nie było mu szkoda czzasu, by w pełni je wymówić.
Tak, jestem Galatea. Straciłam wszystko, włącznie z duszą. Jednak moja iskra wciąż się tli i chyba właśnie nadszedł czas by zapłonęła pełną mocą. Bo jest właśnie tak jak mówiłam.
Cała historia zaczęła się od ognia.
I  cała historia miała zakończyć się ogniem.
Iskiereczko, płoń.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz