Anioły to dupki.
Z łatwością mogłabym znaleźć setki nieco bardziej wyszukanych synonimów na opisanie tych latających ciołków, ale tak właściwie, to po co? Ładne słówka nie zmienią ich dupkowatej natury.
Jeśli natomiast miałabym wyznaczyć anioła, który tworzy słownikową definicje mojej tezy, bez wahania wskazałabym Uriela.
Mogę się założyć, że Bóg tworząc go musiał mieć wyjątkowo parszywy dzień, bo w ostatecznym rozrachunku ten ponoć potężny archanioł jest tylko z lekka wyewoluowanym kurczakiem. Może też do woli szczycić się swoim szlachetnym pochodzeniem, ale to w najmniejszym stopniu nie zmienia faktu, że umysłowo zatrzymał się w epoce kamienia łupanego. Jeszcze się nie zdarzyło by w trakcie jednej z naszych uroczych pogawędek (czujecie sarkazm?) choć raz nie wyraził swojego skromnego zdania (ponownie, czujecie sarkazm? ) na temat prymitywnego ludzkiego gatunku, który w jego oczach niewiele różni się od małp.
Po pierwsze, zawsze lepiej pochodzić od małpy niż od kurczaka. Wielkość mózgu, te sprawy.
Po drugie, nawet nie chce mi się edukować tego dupka lekcją historii, bo wiecie, religia przewiduje inny początek świata niż nauka i jakby nie patrzeć w tej pierwszej wersji nic nas z małpami nie łączy. No chyba, że Adam był wyjątkowo zarośniętym facetem i stąd ta pomyłka.
Oczywiście, tak samo jak Uriel gardzi ludźmi, wychwala pod niebios swój gatunek (czy gdzieś na wstępie nie wspomniałam, że straszny z niego dupek?). Według niego anioły są piękne, szlachetne, potężne i napełnianie Bożą łaską. Od siebie mogę tylko dodać, że ich ego jest większe niż odległość z Ziemi do nieba. I o dziwo żadna z tych chwalebnych cech nie była w stanie przygotować statystycznego anioła (to jest Uriela) do obcowania z prymitywnym ludzkim światem.
Nie bardzo na przykład rozumie do czego służą drzwi. Jeszcze się nie zdarzyło, żeby choć raz z nich skorzystał, a moje wszelkie tyrady odnośnie prywatności kwitował krótkim 'Prywatność? Jaka prywatność?'. Taaak. No więc kiedy nagle przychodzi mu ochota na odwiedzenie mojej skromnej osoby, najzwyczajniej w świecie się teleportuje, leci, śwista. Cokolwiek co sprawa, że z niebiańskiego bytu przenosi się na Ziemię. I pół biedy jeśli akurat pojawia się w moim salonie, swoimi ogromnymi skrzydłami demolując lampy, szklanki i figurki, które miały pecha stać za blisko. W gwoli wyjaśnień, anioły przebywające na Ziemi wcale nie muszą obnosić się swoim upierzeniem, mogą je ukryć równie łatwo jak nam przychodzi oddychanie. Dlaczego nie zawsze to robią ? No tak, bo są dupkami z wysokim ego.
Także wracając do tematu, jestem w stanie przymknąć oczy na demolkę mojego salonu, ale kiedy spokojnie myję zęby, w należy zaznaczyć, niewielkiej łazience, a Uriel nagle pojawia się za moimi plecami, tu powstaje pewien zgrzyt.
-Lysandro, wybacz to najście - anioł ostrożnie zrobił krok w bok, starając się nie zahaczyć skrzydłami o szafkę pełną perfum.
Zamarłam ze szczoteczką między zębami i pastą spływającą po brodzie. Nie prezentowałam teraz najwyższej klasy, ale czy ktokolwiek mógł mieć do mnie o to pretensje?
-Czym zawdzięczam sobie ten zaszczyt? - wypłukałam pastę i ocierając twarz wierzchem dłoni, spojrzałam na intruza z niezadowoleniem.
Nie często miałam tą wątpliwą przyjemność gościć posłańca niebios, doświadczenie nauczyło mnie jednak, że anioł w mieszkaniu nigdy nie niesie za sobą dobrych wieści.
Wiecie, Maryja może i specjalnie nie narzekała, ostatecznie okrzyknięto ją królową i tak dalej, ale z drugiej strony kto cieszyłby się z nieplanowanej ciąży, wiszącej na ramieniu śmierci i generalnie całej tej szopki (dosłownie i przenośnie). A przysiąc mogę, że od tamtej pory wieści były już tylko gorsze, przynajmniej w moim odczuciu.
-No tak - Uriel wydawał się całkowicie zbity z tropu. - Przewidziałem ciąg niedorzecznych uprzejmości nim na dobre przejdziemy do sedna sprawy.
-Niedorzecznych uprzejmości? - Powtórzyłam jak echo, wychodząc z łazienki. Musiałam się upewnić, że słuch mnie nie zawodzi, bo też nie zdawałam sobie sprawy, że mój rozmówca zna takie słowo, nie wspominając już o jego poprawnej definicji.
-Właśnie - podążył za mną jak cień, a ja zaznaczyłam sobie w głowie żeby przy najbliższej okazji zaznajomić go z pojęciem 'przestrzeń osobista'. - Te wszystkie bzdurne pytania o twojego piekielnego pupila, logiczny poprzez brak odpowiednich zdolności, brak postępów w nauce czy też dyskusja o zatracaniu się twojej duszy w mroku otchłani i wrażenia z tym związane. Hmm... lub co gorsza wyrażenie nieszczerych chęci do wysłuchania niezmiernie nudnych historii o twoich miłostkach, choć sam fakt, że takowe istnieją jest już nieco bardziej interesujący. Możemy również...
-Wystarczy! - Nie wiem czy już wspomniałam, że anioły to dupki, w dodatku rozbrajająco szczerze i chętne do ciągnięcia długich monologów.
-Masz rację, nie ma potrzeby przypominać ci o twoim raczej marnym żywocie.
-Dokładnie to miałam na myśli - odetchnęłam głęboko. Minęło raptem dziesięć minut od jego przybycia, a ja już pragnęłam żeby pochłonęło mnie piekło. Dosłownie. A skoro na to nie mogłam liczyć pozostawał mi jedyny sposób na niepostradanie zmysłów. Otworzyłam kredens. - Płatków Blue Sky, Urielu?
Tak, właśnie tak.
Ten opierzony dupek, który tak się zarzekał, że wszystko co ziemskie jest poniżej jego krytyki, miał niewyobrażalną słabość do niebieskich chrupków w kształcie puchatych chmurek. Odkąd wyszło to na jaw kupowałam je hurtowo w obawie, że przy jego kolejnej wizycie nagle ich zabraknie.
-Chętnie.
Chciał sprawiać wrażenie opanowanego, jakby robił mi łaskę korzystając z mojej gościnności, ale znałam go na tyle dobrze by widzieć jak w jego oczach pojawia się przemożne pragnienie wepchnięcia sobie do ust połowy zawartości kartonowego pudełka, które postawiłam przed nim na stole wraz z miską. Jak za każdym razem zignorował miskę i wcale nie prymitywnie (wszak jest wielkim archaniołem i tak dalej) zaczął wyjadać płatki prosto z opakowania.
-No więc interesy - przypomniałam w obawie, że się zasiedzi co już zdecydowanie nie będzie dobre dla mojej duszy. A jakby nie patrzeć moja dusza już teraz skazana jest na ogień piekielny.
-Interesy? Ach, tak, interesy! - Z żalem oderwał się od jedzenia, a mi wcale nie było spieszno informować go, że w kącikach ust ma niebieskie przebarwienia.
-Z czym do mnie przychodzisz? - podsunęłam, zastanawiając się czym Bóg się sugeruje wysyłając na ziemię swoich pośredników. Bo chyba wcale nie chodzi mu o inteligencję czy odpowiednią prezencje.
-Musisz pomówić z matką. Jej ostatnie wybryki wołają o pomstę do nieba.
Świetnie, nie ma to jak dostać misję od samego Boga, by ogarnąć własną matkę. Co jeszcze? Z ojcem też będę musiała odbyć rodzicielską rozmowę? To jest gdybym go w ogóle poznała, bo jak na ironię niebiańscy rodziciele sprawują się o wiele gorzej niż ci piekielni.
-Wybacz, Urielu, ale chyba już dawno minął czas, gdy Lilith posłuchała kogokolwiek poza Lucyferem, a i respekt do niego powoli zanika.
Anioł wzdrygnął na dźwięk imienia Króla Piekieł. To mi przypomniało znany motyw z książek mojego dzieciństwa, serii o Harrym Potterze. Niedługo będę musiała mówić o swoim dziadku Sami-Wiecie-Kto, bo w innym wypadku jakiś szlachetny, odważny i niewiadomo jaki jeszcze anioł skurczy się ze strachu. Jak na ironię, biorąc pod uwagę fakt, że przez ostatnie stulecia władza Lucyfera nieco upadła. Oczywiście, nadal budził respekt wśród swoich poddanych, lecz to właśnie Lilith stała się centrum zła w piekle. Młodsza, pełna nadal tlącej się złości o wiele lepiej trzymała w szyku równie złośliwe demony. Problem w tym, że jak już zauważyłam nikt nie trzymał w szyku jej.
-Święty Piotr jeszcze nigdy nie był tak znudzony swoją pracą jak teraz. Liczba przychodzących do niego dusz drastycznie zmalała od ostatniego dwudziestolecia. - Uriel próbował wziąć mnie od drugiej strony.
-Dlaczego więc nie ześlesz do podziemia jakiegoś waszego anioła wojownika, niech tam pójdzie, machnie swoim mieczem i zrobi porządek. Wyślijcie Michała, mój ojciec na pewno się ucieszy na spotkanie z dawną kochanką.
-Lysandro...
Nieprawdopodobne z jakimi dupkami musiałam pracować. Bo kurcze, sami rozumiecie. Nie bardzo chcę wnikać jak właściwie powstaje mój gatunek (na zwyczajny seks raczej nie ma co liczyć), ale faktem pozostaje, że w jakiś spaczony sposób musi to funkcjonować. Także przykładowo, na pewno każdy z was kojarzy obraz przedstawiający tryumfującego Archanioła Michała nad zabity smokiem. Jeśli jeszcze na to nie wpadliście - owszem, ten smok to moja matka. Znaczy, no nie do końca. Lilith jest demonicą, która po prostu gustuje w zmienianiu swojej formy, choć w ostatnim czasie o wiele częściej upodabnia się do hollywoodzkich celebrytek niż do gadów rodem z Gry o Tron. Tak czy siak, zmierzam do tego, że historia przedstawiona na tym obrazie to jedna wielka bujda. Wy widzicie heroiczny wyczyn posłańca niebios (niebiescy górą, czy coś tam), ja zaś widzę coś na kształt gry wstępnej moich rodziców. To może przyprawić człowieka o mdłości.
A jakby tego było mało, to nic że ów obraz znany jest na całym świecie, mi i tak nie wolno głośno wspominać o tej pożałowania godnej przygodzie Michała. Facet totalnie okrył się hańbą, przynajmniej na pierwsze trzydzieści sekund. Teraz po prostu nie wolno nam o tym głośno mówić.
-Nie uśmiecha mi się bawić w waszą pośredniczkę. Być może ciężko ci w to uwierzyć, ale tak się składa, że prócz waszych wiecznych małych wojen mam jeszcze do ogarnięcia własne życie prywatne. Rodzica, przyjaciele, egzaminy końcowe, coś ci to mówi?
-Niewiarygodne jak wielkim egoizmem rządzi się natura ludzka - Uriel pokręcił zniesmaczony głową. Poważnie, ten dupek właśnie zarzucił mi egoizm.
-No cóż, znajdź sobie kogoś innego do odwalania czarnej roboty. Ja jestem zajęta.
Pudełko z płatkami bezceremonialnie opadło na stół. Oho. Jeśli Uriel rezygnował z jedzenia swojego przysmaku to musiałam go naprawdę nieźle wkurzyć. Nie żeby z reguły robiło to na mnie jakiekolwiek wrażenie, w sumie odczuwałam nawet pewnego rodzaju satysfakcję z faktu, że mogę wyprowadzić go z równowagi. Druga strona medalu była jednak taka, że jako anioł, Uriel posiadał kilka hm... pewnych umiejętności. Z tego co słyszałam potrafił na przykład w przeciągu paru sekund zupełnie wyparować człowieka z powierzchni ziemi. Raczej nieśpieszno było mi to sprawdzać, także chcąc nie chcąc w pewien sposób musiałam szanować jego granice cierpliwości.
-Nie lubię się powtarzać, ale tym razem zrobię wyjątek. Musisz porozmawiać z matką.
-I tak mnie nie posłucha! Z resztą... rzadko schodzi teraz na Ziemię, od miesięcy nie miałam z nią kontaktu.
Usiadłam na krześle, patrząc na mojego gościa z naburmuszoną miną. Zdecydowanie nie lubiłam momentów, w których okazywał nade mną bezwzględną przewagę. Tylko dlatego, że miałam dość niecodzienne stosunki rodzinne, nie znaczyło, że od razu mam brać na siebie odpowiedzialność za utrzymanie porządku między dwiema stronami. A prawdą było, że ów strony bez przerwy o coś się sprzeczały. Anioły przy każdej okazji wypominały Piekłu brak organizacji. Ponoć jeśli chodzi o biurokrację, to Piekło miało zaległości od jakiś tysiącleci. Demony z kolei nie potrafiły traktować z powagą istot, które zamiast skupić się na czymś raczej anielskim jak stróżowanie, przez większość wolnego czasu (a takowego posiadali raczej mnóstwo) jedynie pielęgnowały swoje bujne opierzenie. Na swój sposób mogłam to zrozumieć, co nie zmienia faktu, że i tak byłam już zmęczona tymi ciągłymi sprzeczkami.
-W takim razie idź do Piekła!
-Co jak co, ale bluźnienie raczej nie leży w twojej naturze, Urielu - nawet nie poczułam się urażona, tak bardzo zdziwiły mnie jego słowa.
-Mówię poważnie, jeśli Lilith nie przychodzi do ciebie, ty idź do niej.
-Czekaj, czyżbyś sugerował, że mogę podróżować między światami? - Ktoś chyba zapomniał mi o tym powiedzieć w ciągu moich osiemnastu lat życia.
-Oczywiście, że nie! Możesz podróżować wyłącznie między Ziemią, a Piekłem. Do Nieba jak doskonale wiesz, nie masz wstępu.
No tak. To ten szczegół, o którym nikt nie pozwalał mi zapomnieć. Bo wiecie, jak na kogoś kto musi odkładać życie prywatne na bok, tylko z tego względu, że pozaziemskie istoty (głownie te niebiańskie) non stop zawracają mi głowę, to w nagrodę dostawałam jedynie ogień piekielny. Sprawiedliwość, nie ma co.
Z tęsknotą spojrzałam w stronę okna, za którym po raz pierwszy od dłuższego czasu świeciło słońce. Jeszcze pół godziny temu miałam mnóstwo planów na spędzenie tego dnia, teraz zaś nie zapowiadało się bym w najbliższym czasie opuściła z domu. Pluszowo, że tak pozwolę sobie przekląć.
-Wiesz co? Mam to gdzieś. Nigdzie się nie wybieram i jak już wspomniałam, znajdź sobie kogoś innego do pomocy. - Twarz Uriela wyraźnie poczerwieniała, więc pospiesznie dodałam: - Nie możesz zmieść mnie z powierzchni ziemi tylko dlatego, że wykazałam wolną wolę!
-Nawet nie masz pojęcia w jakie pakujesz nas kłopoty swoim egoizmem.
-Mam dość, wypisuję się z tego interesu.
Brawo, Lys. Jeszcze kilka takich odważnych zdań, a być może wyjście z domu stanie się nieco bardziej realne. Nie wspominając już o tym, że być może w końcu uwolnisz się od tej całej zabawy w pośredniczenie. Zdecydowanie rozpierała mnie w tym momencie duma. Gdybym wiedziała, że to tak cudowne uczucie, spróbowałabym znacznie wcześniej.
-Jesteś jedyną żyjącą czarownicą obdarzoną magią krwi, twoim obowiązkiem jest utrzymywanie porządku w Piekle. Pozwolono ci istnieć, nawet pomimo tego, że nie wykazujesz żadnych szczególnych uzdolnień, tylko i wyłącznie z tego względu, że masz stanowić równowagę. To twój obowiązek.
-Nikt nigdy nie zapytał mnie o zdanie, ale wiesz co? Znam kogoś kto chętnie przejmie moje obowiązki. Margie...
-Który wątek o byciu jedyną w swoim rodzaju istotą pominęłaś? - Sarkazm, anioły przebywające na ziemi naprawdę szybko uczyły się ludzkich zachowań. Nie byłam pewna czy powinno mnie to martwić, czy wręcz przeciwnie.
Tak czy inaczej, może należało coś wyjaśnić. Każdego potomka anioła i demona nazywano czarownicą, tylko w formie żeńskiej, bo też z takich związków, z powodów raczej nieznanych, na świat przychodziły jedynie córki. Nie było nas wiele, właściwie wydaje mi się, że stanowimy raczej wymarły gatunek. Z tego co było mi wiadome, na chwilę obecną żyły trzy czarownice, których specjalnością była magia umysłu i pięć obdarowanych magią ducha. Ja stanowiłam coś pomiędzy, choć tak się również składało, że byłam zupełnie beznadziejna we wszystkim co wymagało jakiegokolwiek użycia magii. Z tego też względu nie bardzo rozumiałam dlaczego anioły i demony tak bardzo mnie sobie upodobały, podczas gdy moje kuzynki doświadczyły być może raptem jednego zaszczytu (chyba nie muszę podkreśla, że to sarkazm) spotkania z którąkolwiek rasą.
-Nic nie przegapiłam, ale sam musisz przyznać, że jestem beznadziejnym przypadkiem. Nie bardzo się do tego wszystkiego nadaję, więc może dasz mi w końcu spokój i pozwolisz trochę pożyć. Wystarczy, że po śmierci przyjdzie mi się męczyć.
-Doprowadź do porządku matkę nim będzie za późno. - To mówiąc, zniknął.
Pluszowo.
Absolutnie pluszowo.
Tyle w kwestii mojej asertywności.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz